niedziela, 7 października 2012
Cuzco --> Lima --> Paryż -->Warszawa
Dzięki temu, że nasz lot został opóźniony możemy nawet się wyspać. Kolejne jajko sadzone na śniadanie, ostatnie przepakowanie i jedziemy na lotnisko. Tam naturalnie okazuje się, że opóźnienie lotu do Limy jest jeszcze większe, niż zakładano. Koczujemy w krajowym terminalu lotniska, na którym nie ma nic, poza toaletami. Wreszcie słyszymy wezwanie na nasz lot. W samolocie dostajemy kanapkę i ciasteczko, które pozwalają zabić "małego głoda", który dołączył do nas przez opóźnienie.
sobota, 6 października 2012
Powrót do Cuzco
Znowu poranna pobudka. Musimy zdążyć na pociąg, który zabierze nas z powrotem do Olantayatambo. Choć w dzień można przyjrzeć się drodze, którą poprzednio pokonywaliśmy w zupełnym mroku, to senność nie pozwala się skupić na widokach. Nieco ponad cztery godziny snu po dość intensywnym i długotrwałym wysiłku to zdecydowanie zbyt mało.
| Krajobraz w drodze do Cuzco. |
piątek, 5 października 2012
Machu Picchu
czwartek, 4 października 2012
W stronę Machu Picchu
Ruszamy w kierunku Machu Picchu! Podróż zajmie nam cały dzień, ale po drodze zrobimy sporo przystanków umożliwiających nam poznanie kolejnych dokonań Inków. Przejeżdżamy przez świętą dolinę ciągnącą się wzdłuż rzeki Urubamba i spacerujemy nią. Dowiadujemy się, że Inkowie bardzo mocno rozwinęli rolnictwo oraz techniki magazynowania żywności. To jeden z istotnych czynników, decydujących o tym, że ich cywilizacja mogła się prężnie rozwijać.
środa, 3 października 2012
Śladami Inków w Cuzco
wtorek, 2 października 2012
Wyspa tkaczy
Punktualnie o godzinie 6:30 syn gospodyni budzi nas, abyśmy zdążyli przygotować się do śniadania. O 7:00 zasiadamy do stołu, jemy naleśnikowate placuszki, popijamy je herbatką z muna. Nic specjalnego, do tego jak się okazuje później, sycące na krótko. Jeśli miejscowi jedzą faktycznie takie lekkie śniadania, to jestem zaskoczony, jak są w stanie przetrzymać cały dzień pracy. Schodzimy do portu, żegnamy się z naszymi gospodarzami i płyniemy na wyspę tkaczy: Taquile.
| Przystań na wyspie tkaczy. |
poniedziałek, 1 października 2012
Noc u Indian
Po śniadaniu na targu (obfita porcja rosołu z kaszą i ćwiartką kurczaka) rikszami jedziemy do portu. Przyznam, że wniknięcie w tutejszy ruch drogowy bez żelaznej zbroi samochodu dostarcza wielu wrażeń. Czasem mam wrażenie, że pierwszeństwo ma ten, który pierwszy zatrąbi (riksze naturalnie też są wyposażone w związku z tym w klaksony).
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)