poniedziałek, 17 września 2012

Kultura Nazca

Skromne  śniadanie o 7:15 (dwie małe bułki, dżem, szklanka świeżego soku z papai). Jedziemy pod miasto na cmentarz kultury Nazca. Dawne miejsce pochówku dopiero od niedawna jest chronione i zabezpieczone przez archeologów. Wcześniej było przez wiele ograbiane.
Indianie grzebali zmarłych w podziemnych, murowanych kryptach przysypywanych piaskiem i oznaczanych kamiennym kopcem. Zwłoki były najpierw poddawane mumifikacji . Pozbawiano je wnętrzności, smarowano mieszankami ziół i papryki, przecinano ścięgna, owijano bawełną, by na samym końcu ułożyć w pozycji embrionalnej z twarzą skierowaną zawsze na wschód- by pewnego dnia się odrodzić. Do grobu składano także ceramikę, biżuterię i szaty, niekiedy nawet "dla towarzystwa" zwierzątko zmarłego. Co ciekawe, wśród owych zwierzątek znaleźć można papugi Ara. Indianie Nazca musieli mieć więc kontakt z innymi ludami, papugi mogły być podarunkami od nich.
Mumia z kultury Nazca.
Choć miejsce sprzyja zadumie, czas jechać dalej. Udajemy się do garncarskiej manufaktury, gdzie Toby pokazuje nam, jak Nazca tworzyli swoje ceramiki. Toby jest niesamowicie charyzmatyczny. Wita nas po polsku, następnie z wielką pasją i dumą, ale też i sporą dawką humoru opowiada o odkryciach swojego ojca, który odtworzył tradycję tej indiańskiej ceramiki. Kupujemy pamiątkową ceramiczną sowę, żegnamy się z Tobym i pędzimy na lotnisko.
Sklepik w warsztacie ceramicznym Tobyego.
Przed nami przelot nad liniami Nazca. Widoczność świetna, zrobiło się słonecznie. Wsiadamy wraz z dwoma osobami do awionetki Cesna prowadzonej przez dwóch pilotów. Widoki zapierają dech w piersiach. To mój pierwszy lot tak małym samolotem, czasem więc gwałtowne spadki wysokości i nagłe przechyły sprawiają, że czuję się, jakbym miał chorobę morską. Linie Nazca są widoczne, choć niektóre z nich zostały częściowo zniszczone przez drogi. Przez głowę uporczywie przetacza się pytanie: po co te linie zostały zbudowane?
Linie Nazca: wieloryb.
Na parkingu przy lotnisku są stragany z pamiątkami i odzieżą. Uwagę przyciągają t-shirty. Są zrobione z  bardzo dobrej gatunkowo bawełny. Jedziemy na dworzec. W pobliżu jest kilka sklepów i tradycyjnie już kurczakarnia. Choć przed nami długa podróż, to wstrzymujemy się z jedzeniem. Obiad i kolacja będą podane w autokarze.
Trafiają nam się miejsca na górze, w pierwszym rzędzie, mamy więc świetny widok. Nie tylko na krajobrazy, ale też na dość swobodną interpretację zasad bezpieczeństwa i przepisów ruchu drogowego przez naszego kierowcę. Do Arequipy dojeżdżamy późno w nocy i taksówkami jedziemy do hostelu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz