niedziela, 7 października 2012

Cuzco --> Lima --> Paryż -->Warszawa

Dzięki temu, że nasz lot został opóźniony możemy nawet się wyspać. Kolejne jajko sadzone na śniadanie, ostatnie przepakowanie i jedziemy na lotnisko. Tam naturalnie okazuje się, że opóźnienie lotu do Limy jest jeszcze większe, niż zakładano. Koczujemy w krajowym terminalu lotniska, na którym nie ma nic, poza toaletami. Wreszcie słyszymy wezwanie na nasz lot. W samolocie dostajemy kanapkę i ciasteczko, które pozwalają zabić "małego głoda", który dołączył do nas przez opóźnienie. 
Mamy jeszcze sporo czasu do przesiadki, także jedziemy taksówką do centrum. Po drodze utykamy w korku powstałym przez idącą ulicami miasta procesję. Całe centrum jest przyozdobione białymi i fioletowymi chorągiewkami, w tych kolorach są też stroje sporej ilości przechodniów. Wcześniejsze spóźnienie samolotu i bieżący korek sprawiają, że gdy dojeżdżamy, mamy czas jedynie krótki spacer i szybki lunch. Na pożegnanie z Peru wcinamy ćwiartkę kurczaka z frytkami. Wracamy na lotnisko, nadajemy bagaże, przechodzimy kontrolę bezpieczeństwa i odprawę graniczną. Wsiadamy do samolotu linii Air France lecącego do Paryża. Przed nami długi lot. Po prawie całym miesiącu podróży nie wydaje się już ani troszkę straszny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz