sobota, 29 września 2012

Spacer po dżungli

Wstajemy jeszcze przed wschodem słońca, by popłynąć w pobliże wzniesienia, z którego możemy go obserwować. O poranku przyroda brzmi jeszcze inaczej. W tle dominuje wyraźnie ujadanie wyjców.

Słychać, jak dżungla powoli budzi się do życia. Wschód słońca od tych wcześniej widzianych różni się jedynie dźwiękami tła. Powitawszy słońce wracamy na śniadanie.
Po nim idziemy się przejść w głąb dżungli. Mamy okazję zobaczyć papugi, liany, kauczuk oraz drzewo o trującym soku, który Indianie używają do zatruwania strzałek wykorzystywanych do polowań, a niegdyś też w walce. Trucizna działa na układ nerwowy, ofiara traci władzę nad własnym ciałem, zachowując jednak pełną świadomość.

Gniazdo termitów, smakują ponoć jak miętówki.

Liany. 
El Machete


Wracamy na wczesny obiad, pakujemy się i płyniemy z powrotem do Santa Rosa. Tam żegnamy się z naszymi sternikami i ponownie wsiadamy do Land Cruiserów, które zawożą nas do Rurenbaque. Miasteczko pełne jest motocykli i turystycznych straganów. Motocykle zastąpiły konie, stragany pojawiły się, gdy Rurenbaque stało się ostatnim przystankiem turystów w drodze do dżungli. 
Jesteśmy nad rzeką, więc na kolację naturalnie jemy świeżą rybę à la meunière. Później pijemy kilka drinków i lądujemy w miejscowym barze karaoke. Decydujemy się zaśpiewać "Yesterday" Beatlesów. Czekając na naszą kolej przyglądamy się, jak bawią się lokalni ludzie. Bo w karaoke bawią się nieco inaczej niż my. Śpiewają na siedząco, nie odchodząc od swoich stolików. Robią to z wielkim zaangażowaniem i śmiertelnie poważnie, choć nie zawsze czysto. Nasza wesoła grupka wzbudza spore zainteresowanie gdy wychodzi na środek i śpiewa po angielsku. Zostajemy nawet nagrodzeni gromkimi brawami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz