Noc minęła wyjątkowo dobrze. Duże autokarowe fotele rozkładały się niemalże do poziomu, można było całkiem wygodnie spać. Myjemy zęby, przemywamy twarz w dworcowej toalecie, taksówkami jedziemy do centrum miasta. Otwierają akurat targ. Świetnie, będziemy mogli zjeść lokalne śniadanie. Kawa (lurowata jak zawsze ;) oraz
bułki z jajkiem smażonym z serem. Pożywne i całkiem smaczne. Ser jest słony i świetnie komponuje się z nieprzyprawionym jajem. A ta atmosfera. Aż miło popatrzeć, jak obsługująca nas pani uwija się w malutkiej kuchni przy rondelku.
Turystyczny bus zabiera nas w pobliże górniczego sklepu. Tam przebieramy się w ochronną odzież oraz dowiadujemy nieco o pracy tutejszych górników.
 |
| Przed wizytą w kopalni. Pełne BHP ;) |
A górnicy łatwego życia nie mają.
Choć zarabiają więcej niż przeciętni obywatele, to żyją krócej. Trud pracy pod ziemią pomaga im znieść
koka. Pracują dynamitem, kilofami i młotami pneumatycznymi. Cała góra jest eksploatowana przez czterdzieści dwie spółdzielnie. Każda z nich ma teoretycznie do dyspozycji swój własny obszar. Tylko jak określić ten obszar pod ziemią, bez nowoczesnej aparatury, bez pomocy geodetów i geologów? Pod ziemią obowiązuje więc prosta zasada: "kto pierwszy, ten lepszy".
 |
| Sklepik dla górników, czyli spirytus i dynamit za 15 boliwianów. |
Żeby nie wejść sobie w paradę górnicy nasłuchują odgłosów wybuchu dynamitu. Po intensywności i tonie dźwięku są w stanie określić jak daleko i w jakim typie skali nastąpiła eksplozja. Tylko intuicja i wyczucie pozwalają unikać wypadków... Na powierzchni górnicy są katolikami, pod ziemią jest jednak inny świat, obowiązują więc inne zasady. Górnicy wierzą, że wkraczając do kopalni, są we wnętrzu pachamamy. Czczą tu bożka wyglądem przypominającego diabła. Częstują go koką, papierosami i alkoholem, prosząc o bezpieczeństwo i znalezienie żyły srebra.
 |
| Bożek czczony pod ziemią przez boliwijskich górników. |
Schodzimy zaledwie na drugi poziom kopalni. Już tam robi się ciepło i bardzo duszno. W głowie rodzi się pytanie: jak górnicy radzą sobie bez masek tlenowych na poziomie piątym? Chyba faktycznie tylko dzięki koce.
 |
| Boliwijski górnik napotkany w kopalni. |
Wili (oprowadzający nas po kopalni górnik) przygotowuje dla nas demonstracyjną eksplozję. Korzysta z dyanmitu i saletry, które zakupiliśmy wcześniej, wraz ze zwyczajowymi pakietami prezentowymi od turystów dla górników. Zakupiliśmy sami, bo tak, w Boliwii można bez żadnych obostrzeń zakupić dynamit. A pojedyncza laska kosztuje 15 boliwianów. Wili wkłada lont do zapalnika, zapalnik umieszcza w lasce dynamitu.
 |
| Z laską dynamitu. |
Każe nam poczekać, sam znika w czeluściach korytarza. Chwilę później słyszymy jak biegnie. Siada koło nas i spokojnie się uśmiecha. Nim zadajemy jakiekolwiek pytania, nagle rozlega się potężny huk i owiewa nas fala powietrza. Czuć charakterystyczny zapach. Ciekawe doznanie. Idziemy w kierunku wyjścia. Widok światła w tunelu i powiew świeżego powietrza cieszą jak nigdy.
Kręcimy się jeszcze trochę po miasteczku, dowiadując się, że górnicy rozpoczęli protest i blokują wiele dróg dojazdowych i przelotowych w kraju. Pewne jest to, że utrudni to nasze dalsze podróżowanie po Boliwii. Do kolejnego miasteczka, Uyuni, docieramy na szczęście bez problemów. Jutro będziemy mogli pospać nieco dłużej, postanawiamy więc poszwędać się po lokalnych barach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz