Deja vu! Poranna pobudka, droga na lotnisko, skądś to znam. Tym
razem jednak się udaje. Co prawda z dwugodzinnym opóźnieniem, ale jednak małym
samolotem lądujemy na klepisku w Rurenbaque.
 |
| W samolocie Amaszonas z La Paz do Rurenbaque. |
Czekają na nas Toyoty Land
Cruiser, które błotnistą drogą wiozą nas do miejscowości Santa Rosa.
Przejażdżka trwa dwie i pół godziny. Sprawia, że mamy wrażenie, że żaden z
naszych organów wewnętrznych nie jest już na swoim miejscu. Jemy obiad,
podjeżdżamy jeszcze kawałek do portu i ładujemy się na długie,
dziewięcioosobowe łodzie, które zabiorą nas do obozu w dżungli.
 |
| Nasz nowy środek lokomocji. |
Gdy płyniemy rzeką Ujumani, mamy okazję zobaczyć mnóstwo
rozmaitych zwierząt.
 |
| Rajski ptak. |
Wszędzie jest pełno kolorowych ptaków, w wodzie i na
brzegu wylegują się kajmany i aligatory. Tu i ówdzie pojawiają się stadka
sympatycznie wyglądających kapibarów, które wykazują wyjątkową tendencję do
taplania się w błocie.
 |
| Kapibara w błocie. |
Choć woda jest mętna i ma brązowawy kolor, to gdy
przepływamy przez zatoczkę, w której pływają delfiny rzeczne, decydujemy się na
kąpiel. Stworzenia te dominują na danym terytorium, dlatego ponoć tutaj
jaszczury i piranie będą dla nas niegroźne. Kąpiel działa przyjemnie chłodząco
i tylko jedna osoba wychodzi z wody delikatnie nadgryziona :) Urzeczeni „tak
pięknymi okolicznościami przyrody” dopływamy do obozu. Spać będziemy w
wieloosobowych domkach na palach z łóżkami wyposażonymi w moskitiery. Pale są potrzebne, bo w porze deszczowej
poziom wody podnosi się na tyle, że domki znajdują się tuż nad wodą. Moskitiery
są potrzebne, bo moskity mają czasem ochotę zjeść gringos żywcem.
Nasi sternicy serwują nam kolację, przedstawiają plan
jutrzejszego dnia, a finalnie rozpalają ognisko. Integrujemy się przy rytmach
lokalnej muzyki, z humorami wzniesionymi na jeszcze wyższy poziom dzięki cuba
libre przygotowywanemu w oparciu o boliwijski rum, kosztujący zaledwie 15
boliwianów za 750ml, a smakiem nieodbiegający od Bacardi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz