Po śniadaniu idziemy do portu i wsiadamy do turystycznej łodzi, którą po jeziorze Titicaca płyniemy na Wyspę Słońca. Dla Inków jest to miejsce szczególne.
 |
| Titicaca: w drodze na Wyspę Słońca. |
Zgodnie z ich wierzeniami tu urodziło się wielu bogów, w tym Wirakocza. Wysiadamy z łodzi. Przed nami około dziewięcio kilometrowy spacer. Przy pierwszym podejściu znowu wyraźnie czuć wpływ wysokości. Titicaca znajduje się na wyskości 3812m, co czyni je najwyżej położonym żeglownym jeziorem świata. Choć początkowo męczę się dość szybko i ciężko mi złapać głęboki oddech, to z kolejnymi minutami jest coraz lepiej. Oglądamy ruiny świątyni, przemywamy twarze w oczyszczającej wodzie, ze świętej studni. Dziwne, że w tym miejscu jest źródełko wody. Po drodze, przy skale pumy, spotykamy szamana. Ubrany w ponczo pogodny, starszy człowiek przy przeznaczonym co celów rytualnych stole udziela chętnym (za skromną opłatą) błogosławieństwa.
 |
| Szaman na Wyspie Słońca. |
Z wyspy roztacza się piękny widok na jezioro Titicaca. Można poczuć jego ogrom- ma 8372km^2 powierzchni.
 |
| Jezioro Titicaca widziane z Wyspy Słońca. |
Wracamy, jemy szybką obiadokolację (znowu
pstrąg) i idziemy na autobus do La Paz. Dojeżdżamy późnym wieczorem, miasto tętni życiem, nie tylko dlatego, że akurat jest piątek, ale też przez to, że to akurat równonoc. W Ameryce Południowej zaczyna się wiosna.
W hostelu ciepłą wodę zapewniają podgrzewacze przepływowe zintegrowane ze słuchawką prysznicową. Do prądu podłączone są tak, że każdy europejski elektryk tylko chwyciłby się za głowę.
 |
| Profesjonalna instalacja elektryczna przy podgrzewaczu wody. |
Moją ciekawość wzbudza czarny woreczek, którym owinięty jest kurek od wody. Moja pierwsza myśl jest taka, że to po prostu forma uszczelnienia. Kiedy jednak dotykam kranu nie przez ów worek, a bezpośrednio, kopie mnie prąd i od razu rozumiem jego prawdziwe przeznaczenie. Domyślam się, dlaczego bezpieczniki zdecydowano się umieścić blisko prysznica. W tym szaleństwie jest metoda.
 |
| Boliwijski elektro-masaż. |
Kładę się do łóżka. Okno hostelu wychodzi na barowe podwórze. Pomimo głośnej muzyki, śpiewów i pijackich krzyków świętujących mieszkańców zapadam w głęboki sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz