czwartek, 13 września 2012

W kierunku Peru

Kończymy się pakować. Podlewamy kwiatki, na wszelki wypadek zakręcamy główny zawór wody, co by za miesiąc sąsiedzi nie mieli pretensji, że zrobiliśmy im z mieszkań basen. Miejską dwieściedziesiątką jedziemy na dworzec główny. Jemy szybki obiad w KFC. Przeżuwając kurczaka przyglądam się czterem dziewczynom: na oko mają czternaście, może 15 lat. Wyróżniają się przez mocny makijaż, tipsy, podoklejane rzęsy i inne tego typu atrybuty piękności. Trzy najszczuplejsze wcinają łapczywie kurczaki, jedna, tylko odrobinę pulchniejsza je suche ryżowe wafle. Któraś wyciąga opakowanie perfum, pozostałe chichoczą. Czyżby dostała je w prezencie? Wsiadamy do Polskiego Busa.
To świetny środek transportu do Warszawy. Czas podróży jak pociągiem, siedzenia komfortowe, a cena o niebo lepsza. Do tego jak się okazuje, po drodze karmią nas słodkimi rogalikami, lodami, herbatnikami i kawą. Po niecałych sześciu godzinach dojeżdżamy. Odbiera nas Tyśka z Adrianem. Miło! Szczególnie, że w stolicy pada rzęsisty deszcz. W domu jeszcze pogaduchy, pyszna kolacja, miodowa Łomża. Trzeba będzie wcześnie rano wstać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz