Do nabycia była cuchnąca pomada i proszek na wszystko oraz witaminizowane wafelki. Ciekawa forma handlu, teraz jednak każdy szuka swojego miejsca, by w miarę dyskretnie załatwić potrzebę. A o dyskrecję na pustyni raczej trudno... Starsze Indianki po prostu przykucają i robią co trzeba. Młodsze dziewczyny i uczestniczki naszej wyprawy są wyraźnie skrępowane, oddalają się więc w poszukiwaniu zagłębień gwarantujących minimum intymności. Po tej "zabawie integracyjnej" ruszamy dalej. Autobus łapie gumę. Przy okazji kolejnego przystanku kierowcy zmieniają dwie tylne opony. Ze sporym opóźnieniem docieramy do Puno. Mieliśmy tu zjeść obiad, ale powstałe opóźnienie pozbawia nas szans na posiłek. Doceniamy ziemniaka ze smażonym serem zjedzonego w oczekiwaniu na zmianę kół. Wsiadamy szybko w autobus turystyczny do Copacabany, w którym przekraczamy granicę. Musimy zdać nasze stare karteczki wjazdowe do Peru i wypełnić nowe, Boliwijskie.
Dojeżdżamy tuż po zachodzie słońca. Z hotelu roztacza się piękny widok na port na jeziorze Titicaca.
| Titicaca tuż po zachodzie słońca. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz