Wstajemy o piątej rano. Musimy wyruszyć wcześnie, jeśli chcemy zobaczyć latające nad kanionem kondory. Noc na dużej wysokości znieśliśmy dobrze. Obudziłem się wypoczęty, choć nadal z lekkim bólem głowy przypominającym subtelnego kaca. Jedna z uczestniczek wyprawy rozchorowała się. W środku nocy zaczęła wymiotować, objawy nie ustąpiły do rana, nie jest w stanie pojechać z nami do kanionu. Po drodze zatrzymujemy się w małej miejscowości. Oglądamy kościół, kręcimy się po straganach, ruszamy dalej. Bus zatrzymuje się na parkingu, dalej idziemy na spacer do cruz del condor. Ścieżka, którą podążamy, wiedzie wzdłuż kanionu. Krajobraz jest zachwycający. Nad naszymi głowami przelatuje kondor.
 |
| Kondor w kanionie colca. |
Jest czarno-biały i naprawdę duży. Rozpiętość skrzydeł tych ptaków sięga trzech metrów. Mamy dziś szczęście, bo po chwili widzimy dwa kolejne ptaki. Jeden z nich jest brązowy, inne umaszczenie oznacza po prostu młodość osobnika. Siada na skale, jakby chciał pozować nam do zdjęć.
 |
| Młody kondor. |
W dalszej części spaceru najpierw czujemy, a potem widzimy przyczynę naszego szczęścia. I bynajmniej nie jest nią pole czterolistnej koniczyny, ale martwy osioł, na którego mięso czają się widziane przez nas kondory. Wygląda na to, że zakłóciliśmy im śniadanie.
Docieramy do Cruz del Condor. Na skale umieszczony jest krzyż, wokół tradycyjnie stragany, choć tym razem głównie z biżuterią.
 |
| Cruz del Condor. |
Odpoczywamy chwilę na słońcu, nucąc sobie
El Condor Pasa.Wracamy do Chivay na obiad. Ponownie czeka na nas szwedzki stół. Do listy ulubionych dań dorzucam tym razem
krem z kukurydzy.
Gulasz z mięsa alpaki jest też całkiem niezły, ale prym wyraźnie wiodą zupy. Zaczynamy wracać do Arequipy. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w kilku punktach widokowych. Interesujący jest preinkaski cmentarz umieszczony na zboczu góry.
 |
| Preinkaski grobowiec na zboczu góry. |
W Arequipie idziemy do muzeum
Juanity, czyli mumii dziewczynki złożonej przez Inków w ofierze. Dzięki temu, że zamarzła, zachowała się w bardzo dobrym stanie. Wiemy, że Inkowie wyruszali z uroczystą procesją z Cuzco i przez ok. miesiąca wędrowali na szczyt. Dziecko, które miało zostać ofiarowane, musiało być piękne, mądre, czyste i wysokiego pochodzenia. Inkowie wierzyli, że po rytualnej śmierci zasiądzie u boku bogów i będzie reprezentować ich interesy.
Arequipa robi znacznie lepsze wrażenie od Limy. Miasto jest czystsze, bardziej zadbane, mniej chaotyczne, zdecydowanie ładniejsze, także poza głównym placem. Na kolację próbujemy ćwiartkę
kurczaka z rożna z frytkami. Porcja jest solidna, z powodzeniem starczy dla dwóch osób. Mięso jest smaczne i soczyste. Popijamy je napojem z czarnej kukurydzy:
Chicha morada, w smaku przypominającym kompot.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz